tak żeby nie przedłużać (bo jestem wkurzona bo grałam 5 razy w bingo, jak mi 2 razy dobrze szło to mi odłączali serwer, jeden raz miałam +0, a 2 razy przegrałam - jak pech to pech -.-')
znowu się spóźniłam, nie mówiąc o tym że se zrobiłam długi łikend -.- w dodatku niczego nowego nie rysowałam, więc mam nadzieję że tego jeszcze nie było :O
dobra, dziś czas mnie godzi zostały mi 19 minut do 17. uznałam że komiksy są lepsze ;) + przepraszam za jakość i takie tam, i jak przerobione są, ale nie pisze ze swojego kompa ;<
więc dziś true story z XVIII Święta Roweru, a raczej z "tym co było po". :D
dziś notkę piszę niecałą godzinę przed dodaniem, jutro postaram się dodać ludki które rysowałam wczoraj w samochodzie, gdy zdychaliśmy, po 7 godzinnym przybijaniu pieczątek :D
Dzisiejsze ludki, są w strasznej jakości, bo musiałam je zmniejszyć, żebym mogła je wstawić w "oryginalnym rozmiarze", w dodatku mają komputerowo dorabiane dymki, ponieważ prawdziwe były trudne do rozczytania. Ale świetnie nawiązują do obecnej pogody, więc proszę:
teraz gdy zaczynam pisać te notkę jest 12:55 w środę, a data dodania posta to będzie 30.06.2011 r. godz. 17.00. ale zapewne gdy post będzie samodzielnie się ładował ja będę na spotkaniu organizacyjnym do "XVIII Święto Roweru". Tak się składa, że będę tam pomagać, więc będzie interesująco ;) a najlepsze jest to że prawdopodobnie, będę musiała tam (3 lipca) przyjść na godzinę 7:00 rano, a 2 lipca mam dyskoteke, z której wcześnie nie wróce ;/ liiiipa po całości ;<
dosyć moich żalów, pora przejść do czegoś wesołego, czyli ludek na dziś to:
jakiś taki..., dziewczyna mi wyszłą jako tako, ale luuubię ;)
no więc zdycham po wczoraj, mimo to że było grzeczniej, niż się spodziewałam ;) Nigdy w życiu nie zapomnę miny zmartwionego Pysia, szukającego prawa jazdy ^^.