tak żeby nie przedłużać (bo jestem wkurzona bo grałam 5 razy w bingo, jak mi 2 razy dobrze szło to mi odłączali serwer, jeden raz miałam +0, a 2 razy przegrałam - jak pech to pech -.-')
znowu się spóźniłam, nie mówiąc o tym że se zrobiłam długi łikend -.- w dodatku niczego nowego nie rysowałam, więc mam nadzieję że tego jeszcze nie było :O
dobra, dziś czas mnie godzi zostały mi 19 minut do 17. uznałam że komiksy są lepsze ;) + przepraszam za jakość i takie tam, i jak przerobione są, ale nie pisze ze swojego kompa ;<
więc dziś true story z XVIII Święta Roweru, a raczej z "tym co było po". :D
dziś notkę piszę niecałą godzinę przed dodaniem, jutro postaram się dodać ludki które rysowałam wczoraj w samochodzie, gdy zdychaliśmy, po 7 godzinnym przybijaniu pieczątek :D
Dzisiejsze ludki, są w strasznej jakości, bo musiałam je zmniejszyć, żebym mogła je wstawić w "oryginalnym rozmiarze", w dodatku mają komputerowo dorabiane dymki, ponieważ prawdziwe były trudne do rozczytania. Ale świetnie nawiązują do obecnej pogody, więc proszę: